Poza światłem: recenzja

Są tacy pisarze, którzy nawet z opisu dłubania w nosie potrafią uczynić pasjonującą literaturę. Jednym z nich jest Wojciech Kuczok. W jego książkach nie ma gęstej fabuły. Trup nie ściele się gęsto. Intryga nie zaskakuje puentą. Jest za to coś, co sprawia, że człowiek wraca jeszcze raz do przeczytanych fraz i głośnym śmiechem zwraca na siebie uwagę otoczenia. Tym czymś jest język. Wartki, giętki i soczysty. Aż kapie od metafor i neologizmów.
Ten człowiek naprawdę ma słuch. Śmiem twierdzić, że absolutny. Długo nie mogłem się do niego przekonać, ale kiedy przeczytałem „Senność”, wsiąkłem na dobre. Jestem fanem a ten wpis to mój coming out. Dlatego bez skrupułów polecam jego ostatnią książkę „Poza światłem”, która zahacza o blogowe tematy.
To swoisty dziennik podróżny, zbiór luźnych przemyśleń i obserwacji. Rzecz niewielkiego kalibru, lecz o wielkiej sile rażenia. Autor – zapalony taternik, grotołaz i amator podróży – w charakterystycznym dla siebie stylu opisuje wrażenia towarzyszące mu podczas odkrywania dalszych i bliższych  zakątków. Towarzyszymy mu podczas podróży w poprzek (zwiedzanie miast), w górę (wspinaczka), w dół (penetracja jaskiń) a nawet w głąb (samego siebie). Przezabawne zmagania z twórczą niemocą i próba ujęcia w literackie kanwy codziennych obserwacji i przeżyć. Książka, którą spokojnie można postawić obok „Lapidariów” Kapuścińskiego. Tyle, że bardziej lapidarna.
PS.
Głowacki i Pilch to pisarze, których styl ma w sobie równy ładunek humoru, sarkazmu i absurdu. Ktoś jeszcze wart polecenia?
TYTUŁ: Poza światłem
AUTOR: Wojciech Kuczok
WYDAWNICTWO: WAB, Warszawa 2012
LICZBA STRON: 149

Be first to comment