Bacówka nad Wierchomlą: recenzja schroniska

KIEDY: 24-25.11.2012
GDZIE: Wierchomla Mała, okolice Krynicy Górskiej
WYSOKOŚĆ: 887 m n.p.m.

Listopad nie jest najlepszym miesiącem na wypad w góry. Wieje, pada, zimno, mglisto… No chyba, że nie wieje i nie pada, jest tylko mglisto. Wtedy w górach można spędzić całkiem fajny weekend. Problemem jest tylko krótki dzień, a raczej długa noc. Bez klimatycznego miejsca, które pozwoli odwrócić proporcje i sprawić, że noc stanie się bardziej akceptowalna, ani rusz z pastelowego bloku.

Tak się złożyło, że w tym roku listopad postanowił być październikiem. A że w zanadrzu była i ciekawa miejscówka,  to nie pozostawało nic innego jak ruszyć się miasta. Wybór padł na miejsce, w którym o tej porze roku można całkiem nieźle się rozgrzać. Szczególnie od środka…

 

W bacówce PTTK nad Wierchomlą pierwszy raz byłem w marcu tego roku (więcej zdjęć obiektu pod linkiem). Gdy tylko dowiedziałem się, że w listopadzie organizowany jest Festiwal Nalewek, wiedziałem, że 24. i 25. dzień listopada spędzę w Beskidzie Sądeckim.  Impreza ma dwie edycje roczne. Odbywa się wiosną i właśnie jesienią. Jeśli dobrze wnioskuję z materiałów umieszczonych w internecie, to ta listopadowa była V edycją.

Inspiratorem, jeśli wierzyć sąsiadom z drugiej strony grzbietu, czyli ze schroniska  na Hali Łabowskiej, jest niejaki Pan Jurek. Specjalista od owocowych specyfików wysokoprocentowych, amator budzenia się wyłącznie na refreny piosenek i dusza człowiek, który nie tylko częstuje wszystkich dookoła przygotowanymi recepturami ale i sam przebija ich ceny podczas tradycyjnej licytacji. Otóż i wspomniana postać w pełnej, porannej krasie 🙂
     Wieczorne muzykowanie, poranne leżakowanie…
Oprócz wspominanej aukcji, imprezie towarzyszy zwykle muzyka gitarowa na żywo, obowiązkowe degustacje trunków i konkurs polegający na odgadnięciu składników konkretnej nalewki. W tym roku żaden z uczestników festiwalu, również niżej podpisany autor, nie odgadł pełnego składu, jakże dumnie brzmiącej nalewki o nazwie „Złote Gody”.
Muszę przyznać, że skądinąd słuszna i ciekawa tematycznie impreza,  pozostawiła we mnie jednak pewien niedosyt. Owszem, znajomi muzycy gospodarzy w liczbie dwóch – gitarzysta i chłopak grający na congasach – dali naprawdę niezły koncert. Ekipa zgromadzona w schronisku doskonale bawiła się przy dźwiękach gitary, którą wziął potem w obroty jeden z gości. Niby wszystko zagrało, niby był klimat. Ale magii nie poczułem. Spodziewałem się, że po imprezie nie będę mógł się doczekać wiosennej edycji, a jednak tak nie jest. Było sympatycznie. Ale to wszystko.
Może to kwestia dosyć wysokich cen w schronisku, może braku możliwości zakupu specyfików, poza główną licytacją (gdyby nie nasza niepohamowana chęć by wygrać przedostatnią flaszkę oraz hojność siedzących obok gości, to nawet nie mielibyśmy okazji skosztować nalewek), może subiektywnego wrażenia, że gospodarze nie do końca integrowali się z resztą gawiedzi, może braku rozpalonego kominka, a może tego, że po dość tłustym żurku, coś leżało mi na wątrobie. Sam nie wiem. Może po prostu marudzę…
Poranny widok z werandy schroniska…

 

Impreza, imprezą, ale opinia o schronisku może być tylko jedna. Pozytywnie polecająca. Czyste, odnowione sanitariaty – choć w dosyć niewielkiej liczbie, no i o mydło też by się przydało zadbać. Klimatyczne, drewniane wnętrze, o jakie coraz trudniej w polskich górach. W miarę przytulne pokoje – choć nie wiedzieć dlaczego do kompletu pościeli nie dostaliśmy poduszki. Ciekawa lokalizacja, ledwie o godzinę drogi od najbliższej wioski (Wierchomla Mała, w której bezpiecznie zaparkujecie samochód). Łatwy szlak, którym dotrzeć tu można nawet podczas zimy. Panorama na Tatry, atrakcyjne szlaki w okolicy. Naprawdę smaczne, lane piwo w rozsądnej cenie. Plusów jest naprawdę sporo.
Minusów, jeśli miałbym się już czepiać, jest znacznie mniej. Do głównych należą wspomniane już wcześniej ceny jedzenia. Nawet z „noclegową” zniżką 10%, jaka przysługuje śpiącym w bacówce (dla rowerzystów 20%), wyżywienie wychodzi dosyć drogo. 21 złotych za kotlet schabowy z kapustą, to jak na tego typu lokal, dosyć wygórowana cena. Widać, że gospodarze zarabiają głównie na kuracjuszach z Krynicy Górskiej, którzy raczą się tu zapewne herbatką w drodze powrotnej do domu wczasowego.
Jeśli miałbym wybrać klimat, łatwy dostęp i widoki, to stawiam na Bacówkę pod Wierchomlą. Jeśli zależałoby mi na cenach i profesjonalnej obsłudze, to mocno przemyślałbym sąsiednie schronisko na Hali Łabowskiej, do którego zawitaliśmy na drugi dzień, wykorzystując piękną pogodę na wędrówkę. Krótka, lecz bardzo ciekawa, głównie ze względu na bardzo sympatycznego właściciela, wizyta, skłoniła nas do zaplanowania kolejnego wypadu w tę część Beskidów. Z miła chęcią sprawdzę czy zimową porą, jest tu tak samo przytulnie, jak w listopadzie, który udaje październik.
JEDZENIE: 4
INFRASTRUKTURA: 4,5
SZLAKI: 4,5
KLIMAT: 4,75
OCENA: 4,5

PS.

I jeszcze kilka widoczków w drodze na schronisko na Hali Łabowskiej. Wychodząc z Bacówki nad Wierchomlą wybieramy szlak niebieski na Runek, a następnie czerwony w kierunku Hali Łabowskiej. Kierując się potem żółtym szlakiem narciarskim można zejść z powrotem do wioski Wierchomla Mała, na parking. Ale uwaga! Szlak nie jest najlepiej oznakowany, na trasie znajduje się kilka miejsc w których łatwo zgubić drogę. Szczere powiedziawszy nie wiem jak radzą tu sobie w zimie narciarze…

 

Profil całej pętli z Wierchomli Małej, do bacówki nad Wierchomlą i dalej przez Runek do schroniska na Hali Łabowskiej

 

Schronisko na Hali Łabowskiej

 

1 Comment

  • Odpowiedz Grudzień 20, 2012

    Anonymous

    Trafione w sedno 🙂 nic dodać, nic ująć. Ewa

Leave a Reply