Samsara: recenzja filmu

Dla kogoś, kto podróżuje zmiana jest naturalną koleją rzeczy. Codziennie inne miejsca, nowe doznania, inne zdziwienia. Nie sposób zrozumieć i ogarnąć ich wszystkich. Od razu…
Na wyciągnięcie wniosków potrzeba czasu, dystansu. Z bliska wszystko wydaje się rozmyte, nieważne. Dopiero kontrast i zestawienie buduje kontekst, który daje nam szerszy, panoramiczny obraz całości. Dopiero kiedy stoimy przed lustrem i dostrzegamy zmarszczki albo pierwsze siwe włosy, rozumiemy, co straciliśmy, a co zyskaliśmy. W podróży zwanej życiem cel jest bowiem dla każdego taki sam.
W Buddyzmie ten nieustanny cykl, kołowrót narodzin i śmierci nazywa się sansarą. Termin oznacza nie tylko przemiany naszej jaźni i ciała ale również wszelkich bytów i zjawisk występujących na świecie. I wcale nie trzeba być buddystą żeby nie zgodzić się z tym, że cywilizacje upadają i powstają na nowo, przyroda budzi się i zasypia do życia, idee znajdują nowych wyznawców i tracą ich na rzecz kolejnego prądu filozoficznego, który przychodzi na ich miejsce. Nieustanna wędrówka, ciągła zmiana… Samsara.
Właśnie o tym jest nowy film Rona Fricke’a, reżysera Baraki, o której pisałem jakiś czas temu. Kręcony na przestrzeni pięciu lat, w 25 krajach (lista lokacji), prowadzi nas przez święte miejsca, cuda natury, industrialne centra i dziedzictwo ludzkiej kultury. Zestawia nowoczesność z przeszłością, zachłanną cywilizację z niewzruszoną naturą. Bez ani jednego słowa. Wyłącznie za pomocą barwnych, niesamowicie sugestywnych obrazów, wspartych przenikliwą muzyką. Jedyny komentarz jaki pada w czasie ponad półtora godzinnego seansu, dobiega z naszej głowy. To my jesteśmy lektorem tego filmu. Znaczenie obrazów musimy dopowiedzieć sobie sami.
Samsara to nie jest łatwy film. Wymaga od widza skupienia i zaangażowania. Chwila nieuwagi i łatwo przenieść się myślami w zupełnie inne miejsce. Podczas seansu naprawdę można się zmęczyć. Ale wyłącznie intelektualnie! Film dostarcza bowiem wrażeń, których nie jest w stanie przekazać fabuła ani nawet tradycyjny film dokumentalny. Metafizyka jest z definicji nieuchwytna, więc nie zamierzam jej definiować. Ją po prostu trzeba poczuć. Albo się w nią wierzy, albo nie. Sztuka jest dokładnie taka sama. Żeby ją zrozumieć, trzeba się najpierw postarać.
PS.
Mógłbym się czepiać, że sporo podobnych scen było już wykorzystanych w Barace, że może inne lokalizacje, że może dało się zwrócić oko kamery na inne problemy itp, itd. Ale umówmy się, nakręcenie takiego filmu to jest EPOPEJA. Kampania zakrojona na szeroką skalę. Czasami uda się trochę bardziej, a czasami ujęcie zepsuje pogoda. Mimo pewnej wtórności i tak gorąco polecam. Jeśli widzieliście Barakę, to warto obejrzeć film nawet dla samego zestawienia. Jeśli nie widzieliście, to po obejrzeniu Samsary zrozumiecie, dlaczego warto wrócić do pierwowzoru.
„width=”500″ height=”400″ frameborder=”0” webkitAllowFullScreen mozallowfullscreen allowFullScreen>Trailer filmu
Za muzykę odpowiada m.in. Lisa Gerrard…

Ron Fricke opowiada o idei całego przedsięwzięcia

1 Comment

  • Odpowiedz Listopad 22, 2012

    Anonymous

    No super to zrobiłeś!!!!!Pozdrawiam

Leave a Reply