Bieszczady jesienią

KIEDY: 7-11.10.2012
GDZIE: Pzysłup k. Wetliny

Parafrazując Forresta G. Góry są jak pudełko czekoladek… nigdy nie wiadomo na co się natrafi. Pewne jest tylko, że będzie to coś słodkiego. Nieważne, że kolejny raz przemierzamy te same ścieżki i wspinamy się po znanych szczytach. Tak naprawdę nic dwa razy się nie zdarza…

Słońce palące kark albo deszcz lejący się za kapotę. Przestrzeń po horyzont albo widoki po czubek własnego nosa. Tłumy na szlaku albo onieśmielająca cisza. Efekt dnia następnego albo efekt przelatującego motyla. Łąka pełna krokusów albo polana pokryta śniegiem. Wyschnięte koryto albo woda wylewająca się z brzegów… Zawsze coś innego. Zawsze zaskoczenie…

Dawniej tego nie dostrzegałem. Zaliczałem pasma, jak leci. Odhaczone, załatwione. Następny proszę! Dziś z przyjemnością wracam w  te same miejsca. I nigdy nie mogę się nadziwić, jaki byłem naiwny. To nigdy nie są te same miejsca! Na przestrzeni lat, nawet nazwa nabiera innej wymowy…
W Bieszczadach pierwszy raz byłem 10 lat temu. Od tego czasu sporo się zmieniło, to nie są już te same góry (a co mają powiedzieć szczęściarze, którzy pamiętają je sprzed 40 lat?). Ceny z kosmosu, tłumy turystów, wydeptane szlaki… i tylko połoniny są niezmienne. Najlepiej prezentują się oczywiście jesienią.
SAM_5687
DWERNIK KAMIEŃ
Zwyczaj narodził się trzy lata temu. Październik oddajemy połoninom. W tym roku nie było inaczej. Chociaż początkowy plan zakładał mały skok w bok na wschód, to ostatecznie wygrała opcja miejscowa (mam nadzieję, że za rok uda się w końcu uszczknąć Pikuja…). Dwa dni słońca i dwa dni słoty pozwoliły nacieszyć się widokami i lokalną kuchnią. Chociaż przyznaję, że niedosyt pozostał…

Na pierwszy dzień zaplanowaliśmy, krótką i niezbyt męczącą traskę. Wręcz spacerek. Wybór padł na jeden z piękniejszych bieszczadzkich szczytów, położonych poza główną granią Bieszczad – Dwernik Kamień (1004 m n.p.m.).

Najlepszym punktem startowym na tę górę jest miejscowość Nasiczne, lub jeśli dysponujecie większą ilością czasu Zatwarnica. Ten drugi wariant pozwala zobaczyć niewielki wodospad na potoku Hylatym, zwany również Szepit. My ze względu na późną godzinę wybraliśmy tę krótszą trasę, prowadzącą czerwoną ścieżką przyrodniczą.

 

SAM_5631
Wierzchołek Holicy, bo tak pierwotnie zwał się Dwernik Kamień, zanim przemianowali go austro-węgierscy kartografowie, tworzą trzy równoległe grzędy o urwistych stokach. Do charakterystycznych elementów krajobrazu należą wychodnie piaskowców, od których góra zaczerpnęła aktualną nazwę.

 

SAM_5634

Dziś większa część wierzchołka jest porośnięta świerkowym lasem, lecz dawniej znajdowała się tu rozległa polana, na której według legendy zbójnicy trzymali zrabowane bydło i konie przed sprzedaniem na Węgry. Ze szczytu roztaczają się piękne widoki na Połoninę Wetlińską, Caryńską, grupę Tarnicy i Jawornik. To idealne miejsce na leniwy wypoczyn w promieniach jesiennego słońca. W przeciwieństwie do głównych szlaków, turystów jest tu znacznie, znacznie mniej.
SAM_5635
SAM_5636
SZEROKI WIERCH – BUKOWE BERDO

Ten szlak należy z pewnością do bieszczadzkich klasyków. To najbardziej widokowa z dostępnych po polskiej stronie tras. Esencja połonin i rozległych panoram, sięgających przy dobrej pogodzie nie tylko na Ukrainę, ale nawet jeszcze dalej na południe, aż na Rumunię. Każdy, kto odwiedzi Bieszczady, musi chociaż raz doświadczyć tych widoków. Ja próbowałem trzy razy i w końcu się udało. Jedyną wadą „bieszczadzkiego worka”, bo tak potocznie zwykło się nazywać ten obszar Bieszczad, jest liczba turystów. Latem  niebezpiecznie zbliżająca się do mniej uczęszczanych szlaków w Tatrach. Jesienią, przy dobrych warunkach pogodowych, wcale nie jest lepiej… Ale nie ma się co dziwić, gdyby mnie od Bieszczad nie dzieliło 400 km, też w weekend nie siedziałbym w domu…

Rok temu (dokładnie o tej samej porze) udało się nam przejść ledwie początek szlaku, zahaczając o Szeroki Wierch. Nie było sensu pchać się dalej i tak nic nie było widać. Do tego temperatura była raczej zimowa… W tym roku pogoda dopisała. Nawet chmurki! I tylko wiatr na połoninie powodował, że momentami obawiałem się, że zaraz zamienię się w żagiel.

Widoki z Szerokiego Wierchu rok temu i AD. 2012…
SAM_5657
Trasa zaczyna się w Ustrzykach Górnych. Po około godzinie wspinaczki przez las dochodzimy do tzw. Kińczyka stanowiącego początek połoniny. Roztaczają się stąd widoki na Połoninę Caryńską.
SAM_5641
SAM_5642
Przez następną godzinę do półtorej wędrujemy Szerokim Wierchem – rozległym grzbietem o mało wybitnych kulminacjach (1239, 1268 i 1294 m n.p.m). Przed wojną gospodarze z Wołosatego wypasali w tym miejscu bydło.
SAM_5654
SAM_5653
Kulminację Szerokiego Wierchu stanowi bardziej wybitna Tarniczka (1315 m n.p.m), za którą rozpościera się Sidło pod Tarnicą (1286 m n.p.m.) Znajduje się tu węzeł szlaków turystycznych prowadzących na Tarnicę, Halicz, Bukowe Berdo oraz do miejscowości Wołosate.
SAM_5660
Tarniczka a za nią najwyższa w polskich Bieszczadach Tarnica

 SAM_5661

Tarniczka i grupa Krzemienia
SAM_5662
Przełęcz widziana z Wołosatego ma na tyle charakterystyczny wygląd, że dała początek nazwie najwyższego szczytu w polskich Bieszczadach (z rumuńskiego „tarniţa” oznacza siodło). Nie sposób się nie zgodzić, że nazwa jest adekwatna do niepowtarzalnego kształtu tej góry.
Wejście i zejście na Tarnicę (1346 m n.p.m.) z przełęczy zajmuje nie więcej niż pół godziny. I mimo, że podczas mojej pierwszej wizyty na tym szczycie mgła ograniczyła widoki do zera, to nie zdecydowałem się wchodzić na górę. Sznurek turystów ciągnący się z Wołosatego skutecznie zniechęcił mnie do wspinaczki… Co do panoram odsyłam tutaj.
SAM_5667
Schodząc w dół z przełęczy czerwonym (i przez chwilę niebieskim) szlakiem dochodzimy do malowniczej Przełęczy Goprowskiej (1160 m n.p.m), z której rozpościerają się widoki na: Połoninę Caryńską (zachód) grupę Halicza i Połoninę Bukowską (wschód) oraz piętrzący się przed nami Krzemień. Można stąd kontynuować wędrówkę na Bukowe Berdo lub odbić szlakiem niebieskim na Kopę Bukowską i Halicz.
SAM_5686
Moim skromnym i subiektywnym zdaniem, to jedno z najbardziej malowniczych miejsc w polskich Bieszczadach. Zejście z siodła pod Tarnicą to bardzo ciekawy odcinek, który kojarzy się bardziej z krajobrazami szkockich lub irlandzkich gór, niż swojskimi połoninami.
SAM_5679
SAM_5670 SAM_5671 SAM_5674
Zejście z Siodła pod Tarnicą, na horyzoncie Krzemień  
 
Po wdrapaniu się na Krzemień (1335 m n.p.m.), drugi najwyższy szczyt Bieszczad po naszej  stronie granicy i najbardziej skalisty, otwiera się przed nami widok na Bukowe Berdo – szeroki grzbiet górski bez wybitniejszych kulminacji. Wieje niemiłosiernie. Momentami czuję się jakbym swobodnie szybował w dół bez spadochronu…
SAM_5690
Podejście na Krzemień

 SAM_5704Pokładamy się z wrażenia…

Na tym odcinku szlaku znajduje się sporo wychodni skalnych, przez pierwotnych mieszkańców tych ziem – Bojków, zwanych rozsypańcami. Prawdopodobnie aktualna nazwa Krzemienia jest zniekształconą formą nazwy hreben (grzebień), który określał wygląd tych zębatych skał.
Kulminacja Bukowego Berda znajdująca się na wysokości 1312 m n.p.m. i wraz z Krzemieniem tworzy typowy dla połonin bieszczadzkich grzbiet podwójny, który najlepiej widoczny jest w paśmie Połoniny Wetlińskiej.
 
SAM_5698
Na jednej ze skałek
 
SAM_5700
Widok z Bukowego Berda na północ
SAM_5701
SAM_5705
SAM_5711
Bukowym Berdem, widok na południowy wschód
Jednym z charakterystycznych elementów roślinnych Bukowego Berda są karłowate buki i porastające zbocza jarzębiny, które szczególnie malowniczo wyglądają właśnie jesienią, gdy dojrzewają owoce.
SAM_5706
SAM_5712
SAM_5713
Po zejściu z połoniny szlak prowadzi lasem przez masyw Widełek (1016 m n.p.m), by po około godzinie drogi osiągnąć pozostałości mostu kolejki wąskotorowej, biegnącej niegdyś z  Sokolik do Ustrzyk Górnych. Za zakrętem wychodzimy na udeptaną drogę, a po chwili na parking w Widełkach. Dzień dobiega końca…

MAŁA RAWKA 

 
Tego dnia prognoza nie była po naszej stronie. Wszelkie serwisy pogodowe zapowiadały deszcz od samego rana. Mimo to ruszyliśmy na mały rekonesans. Wybór padł na jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w całych Bieszczadach – Bacówkę PTTK pod Małą Rawką. Dwa dni przed naszą wizytą  miał tam miejsce pożar, na szczęście niegroźny. Obyło się bez ofiar i większych strat materialnych.
 
Mimo popołudniowej ulewy i braku widoków, udało się wejść na Małą Rawkę (1272 m n.p.m.) i odświeżyć wspomnienia związane z klimatycznym schroniskiem leżącym u jej stoków. Pierwszy raz byłem w tym miejscu 10 lat temu. Do dziś pamiętam dwa błękitnookie husky, które odpoczywały na polance pod schroniskiem. To chyba od nich zaczęła się moja korba na punkcie tych psów… Dziś przy schronisku wypoczywa biały owczarek, który z równym skutkiem podsycił moje ciągle niezrealizowane pragnienie posiadania  psa…
SAM_5717
Spacerkowe podejście na schronisko spod Przełęczy Wyżniańskiej
SAM_5718 SAM_5719
SAM_5720
10 lat temu podejście wydawało się dość męczące… Zapewniam, że idzie się jak po schodkach…
 

2 komentarze

  • Odpowiedz Październik 14, 2012

    Anonymous

    Czubi super piszesz, jak to czytam to czuję się jakbym była z Tobą na szlaku.
    Tak trzymać i pozdrawiam.
    Miłośniczka bloga

  • Odpowiedz Październik 16, 2012

    Czubaka

    🙂

Leave a Reply