Rumunia (Transylwania): Trochę kultury, czyli co warto zobaczyć

(cz.3)
Na początek test. Wpiszcie do wyszukiwarki słowo Transylwania i zaznaczcie obrazy. Macie? Co „wypluł” Google? Zakładam, że poniższy zamek. Zgadza się?

To Bran, mityczna siedziba hospodara wołoskiego Włada Palownika, znanego szerzej jako Drakula. Postaci, która zainspirowała Brama Stokera  do napisania książki dającej początek ponurej legendzie o mitycznych stworach, żywiących się ludzką krwią. To chyba najbardziej znany zabytek w całej Rumunii. Miejsce magnetyczne, które przyciąga turystów z całego świata. Nie wszyscy słyszeli o Rasnovie, Hunedoarze czy Sybinie, ale zamek Drakuli? No pewnie! Każdemu obiło się coś tam o uszy…

Czy Bran słusznie uchodzi za lokalizację numer jeden na siedmiogrodzkiej liście zabytków? Jeśli chodzi o mnie to powinien znaleźć się na samym końcu… (dlatego właśnie tam go umieściłem). W Transylwanii jest bowiem wiele ciekawszych miejsc, które zasługują na uwagę miłośników średniowiecza. W końcu to kraina, która od czasów starożytnych była regionem, w którym ścierały się wpływy różnych kultur.
ROMAŃSKI JĘZYK…
W I i II wieku naszej ery Siedmiogród stanowił część rzymskiej prowincji Dacji. Właśnie od słowa „Romanus”, czyli „obywatel Rzymu”, pochodzi nazwa kraju. Pamięć o Imperium Rzymskim do dziś jest mocno akcentowana w rumuńskiej historii – widać to chociażby w większych miastach, gdzie bardzo często można spotkać charakterystyczny pomnik wilczycy karmiącej Romulusa i Remusa.

Pozostałością po Rzymianach jest również język rumuński w prostej linii pochodzący od łaciny. Najbliżej mu do włoskiego, z którym dzieli 77% słownictwa (nie bez znaczenia są wpływy słowiańskie, tego typu słowa stanowią 14% rumuńskiego słownika).

Jak łatwy może być w nauce język rumuński dla kogoś, kto zna już inny język romański może świadczyć poniższe zdanie (podobieństwa zostały pogrubione):
Ea închide întodeauna fereastra înainte de a cina. (rumuński)
Lei chiude sempre la finestra prima di cenare. (włoski)
Elle ferme toujours la fenêtre avant le dîner. (francuski)
Ella cierra siempre la ventana antes de cenar. (hiszpański)
Ela fecha sempre a janela antes de jantar. (portugalski)
Ona zawsze zamyka okno przed kolacją. (polski)
Rumuński to bardzo dźwięczny język, wymowa jest śpiewna i szybko łapie się podstawowe zwroty. My sami po dwóch tygodniach pobytu operowaliśmy już najprostszymi zwrotami. Choć trzeba podkreślić, że większość Rumunów w młodszym wieku dobrze włada angielskim i to nie tylko w dużych miastach! (starsze osoby zwykle znają podstawowe zwroty), więc nie powinniście mieć problemów z dogadaniem się. Wstyd się przyznać ale nasz angielski stał na dużo niższym poziomie… Tłumaczę to sobie faktem, że w rumuńskiej telewizji nie tylko filmy, ale nawet wypowiedzi anglojęzycznych polityków w wiadomościach, są okraszone napisami, a niezagłuszającym wszystko lektorem…
NIEMIECKI PORZĄDEK…
Po upadku Imperium Rzymskiego Transylwanię zasiedlali m.in Goci i Hunowie, a po nich Słowianie i Bułgarzy. Następnie na ponad 1000 lat region dostał się w obszar wpływów węgierskich, to właśnie ta nacja sprowadziła na ten teren kolonistów niemieckich z Flandrii, znad Mozeli i Renu – ogólnie zwanych Sasami, a także zakonników Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego, znanych szerzej jako Krzyżacy. Ekspansywna polityka tych ostatnich nie spotkała się z aprobatą króla Andrzeja II, który wkrótce przepędził ich z kraju (na nieszczęście osiedlili się blisko kraju nad Wisłą…). Jednak wpływy kultury niemieckiej są widoczne w Rumunii do dziś. Większość najciekawszych zabytków średniowiecznych ma właśnie niemiecką genezę. Niektóre miasta mają podwójne nazewnictwo. Od siedmiu grodów założonych przez Sasów pochodzi zamiennie stosowana z Transylwanią (łac. „kraj za lasem”) nazwa tego regionu, czyli Siedmiogród. Również liczba niemieckich turystów w rumuńskich miastach, świadczy o wspólnej historii obu nacji 😉
Pierwszym miastem odwiedzonym przez nas w Transylwanii był Kluż 350 tysięczne miasto, drugi po Bukareszcie ośrodek uniwersytecki, trzecie miasto kraju, nieformalna stolica regionu. Jego pochodzenie wiąże się z osadą dacką i późniejszym obozem rzymskim, to właśnie stąd wziął się drugi człon miasta nadany w 1974 roku, aby podkreślić jego historyczną tradycję – Napoka.

 

Większość zabytków skupionych jest wokół Piata Unirii, pięknego rynku przyciągającego setki turystów. To tu znajduje się najbardziej znany budynek miasta – Kościół św. Michała (Biserica romano-catolica sf. Mihail) i stojący przed nim pomnik Macieja Korwina. Warto odwiedzić okolice uniwersytetu, pospacerować wzdłuż murów miejskich i baszty Krawców, zobaczyć przykrytą ogromną kopułą Katedrę Prawosławną i będący ostoją rumuńskiej kultury Teatr Narodowy. Na turystów czeka kilka naprawdę ciekawych muzeów z Narodowym Muzeum Transylwanii na czele.
Kościół św. Michała wraz z pomnikiem Macieja Korwina
Katedra Prawosławna z pomnikiem Avrama Iancu
 Teatr Narodowy i Opera Rumuńska
 Kluż to miasto o typowo europejskim charakterze – gwarne, nowoczesne, czyste. Czarujące atrakcyjną zabudową, klimatycznymi knajpkami i pomysłowo zaaranżowaną przestrzenią. Spacerując po mieście człowiek ma wrażenie obcowania z kulturą wysokich lotów. Wszędzie tętni życie, z lokali dobiega muzyka a ludzie sprawiają wrażenie pogodnych i serdecznych. Męska część turytów z pewnością zwróci uwagę na setki pięknych dziewczyn, które przechadzają się po mieście. Muszę przyznać, że więcej atrakcyjnych kobiet widziałem chyba tylko we Lwowie i… w odwiedzonym tydzień później Sybinie. Nawet moja partnerka nie mogła wyjść z podziwu nad smukłością i zgrabnością czarnowłosych Rumunek 😉 (co ciekawe w miastach praktycznie nie ma otyłych ludzi!).

 

Jeśli chodzi o noclegi to polecam znajdujący się kilkadziesiąt metrów od rynku Retro Hostel.To przytulne i klimatyczne miejsce, w którym możecie odpocząć po trudach wieczornego zwiedzania. Nocleg w 8 osobowym pokoju kosztuje 49 lei. Obsługa mówi płynnie po angielsku, do dyspozycji gości pozostaje kuchnia, niewielkie pomieszczenie socjalne i łazienka z prysznicami. Hostel jest bardzo czysty i znajduje się w ciekawej okolicy. Zaletą jest również możliwość rezerwacji miejsc bez wcześniejszej opłaty. Warto wiedzieć, że w trakcie weekendu rynek zamknięty jest dla ruchu samochodowego, parkować trzeba w sąsiednich uliczkach. W tygodniu należy uiścić opłatę parkingową wysokości (bodajże) 1 lei za godzinę.

 Okolice hostelu, tuż przy murach miejskich

Co do gastronomii, wybór jest naprawdę ogromny. My stołowaliśmy się w bardzo klimatycznej i względnie taniej restauracji na Piata Unirii – Ursus, utrzymanej w średniowiecznej atmosferze. W menu znajdują się zarówno dania kuchni regionalnej, jak i włoskiej. Będąc w Klużu nie wypada nie napić się najbardziej popularnego rumuńskiego piwa, które warzone jest w tym mieście – nosi nazwę identyczną, jak wspomniana knajpka. Ursus to lekki lager przypominający smakiem nasze polskie Tyskie. Drugim wartym polecenia trunkiem, który zdobył moją sympatię jest Ciuc.

 Restauracja Ursus
 Dwa najlepsze piwka w Rumunii


SIGHISOARA (Schäßburg)

Jeśli Kluż jest nowoczesną metropolią o średniowiecznej przeszłości, to Sighisoara jest średniowiecznym miasteczkiem przeniesionym w XXI wiek. Liczy niecałe 30 tysięcy mieszkańców, za to ma w sobie urok setek lat historii. Położona w centrum Rumunii, około 160 kilometrów na południe od Klużu, jest jednym z najlepiej zachowanych kompleksów średniowiecznego budownictwa w Rumunii. Całe Wzgórze Zamkowe, na którym znajduje się stare miasto zostało wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Otoczona murami, zdominowana przez charakterystyczną Wieżę Zegarową Sighisoara nazywana jest Perłą Transylwanii lub rumuńskim Carcassone. Nieprzypadkowo właśnie tu odbywa się w lipcu Średniowieczny Festiwal przyciągający bractwa rycerskie z całej Europy.

Miasteczko zostało założone przez saskich osadników w XIII wieku, w miejscu gdzie wcześniej istniała dacka osada. W średniowieczu było ważnym ośrodkiem handlu i rzemiosła. Szacuje się, że na przełomie XVI i XVII wieku funkcjonowało tu około 15 gildii i 20 cechów. To tu na świat w 1431 roku przyszedł Wład „Dracul” Palownik. Casa Dracula, w którym się urodził po dziś dzień stoi w mieście. Obecnie w budynku funkcjonuje restauracja, jak możecie się domyśleć, za zjedzenie obiadu w tym miejscu trzeba zapłacić naprawdę „strrraszne” pieniądze.

 Rynek na Wzgórzu Zamkowym 
 
(by Rav)
 
Dachy Sighisoary (by Rav)
Do najważniejszych zabytków, oprócz wspominanej 64 metrowej Wieży Zegarowej, należą ewangelicki Kościół na Wzgórzu wraz z zabytkowym cmentarzem, Starówka, Prawosławna Katedra Trójcy Świętej, baszty i mury miejskie oraz oryginalne, zabudowane Schody Szkolne liczące 176 stopni, a mające ochronić uczniów i wykładowców przed kaprysami pogody.
 Wieża Zegarowa
System umocnień
Cmentarz ewangelicki
 
Sighisoara ma w sobie urok, którego próżno szukać w dużych miastach. Wszystko jest tu blisko, na wyciągnięcie ręki, nawet historia, a czas płynie jakby wolniej. Piękne budownictwo zachęca do spacerów, z zakamarków i gęsto rozstawionych kramów dobiega średniowieczna muzyka, a liczne knajpki i restauracje kuszą doskonałą kuchnią i wytrawnymi trunkami. Na starym mieście ceny są dosyć wysokie, jednak już na Dolnym Mieście dwudaniowy obiad z piwem spokojnie zjemy za 20 lei. Polecam szczególnie Rustic Restaurant Cafe, w którym serwują doskonałe jedzenie lokalne.


Założony przez Krzyżaków Braszów (w średniowieczu funkcjonujący pod nazwą Kronstadt) jest dziś ósmym co do wielkości miastem kraju. W źródłach turystycznych często porównywany jest do naszego Krakowa, i chociaż swoją kameralnością jednak trochę mu ustępuje, to z pewnością ma nad nim nie lada przewagę – góry. Karpaty praktycznie wchodzą na jego przedmieścia, otaczają z każdej strony i zachęcają do spojrzenia z lotu ptaka na malownicze dachy starówki

 Piata Sfatului
 
Siedziba Rady Miejskiej

 

Centrum miasta skupia się wokół Piata Sfatului, okazałego rynku, otoczonego kamieniczkami, na którego środku stoi XV wieczny ratusz. To stąd koncentrycznie rozchodzą się malownicze uliczki kuszące nie tylko średniowieczną zabudową, ale również setkami kramów i knajpek, w których warto przysiąść na kieliszek wina lub rumuńskiego piwa. Zabytków w Braszowie jest naprawdę sporo. Jeden dzień to zdecydowanie za mało, by zachwycić się klimatem miasta.

 Ratusz

 

Największą atrakcją miasta jest najbardziej na wschód wysunięty kościół katolicki – Biserica Neagra (Czarny Kościół) lub, jak kto woli, największa gotycka świątynia między Wiedniem a Stambułem. Osobliwa nazwa nawiązuje do zniszczeń, jakich dokonał pożar w XVII wieku. I chociaż ślady opalenizny usunięto podczas licznych renowacji, to nazwa pozostała do dziś.
 
 Czarny Kościół
 
 str. Sforii, najwęższa ulica w środkowo-wschodniej Europie. Ma niewiele ponad 1,30 szerokości
Niewątpliwą atrakcją Braszowa są dobrze zachowane mury miejskie. Te wybudowane na przełomie XV i XVI wieku umocnienia rozciągały się na całej długości miasta i broniły dostępu do grodu za pomocą rozbudowanego systemu bastionów i 32 wież. Do dziś zachowała się znaczna część nich z Białą i Czarną Wieżą na czele (Turnul Alb i Turnul Negru), Bastionem Tkaczy (Bastionu Tesatorilor) i Kowali (Bastionul Fierarilor).
 Turnul Alb
 

Mimo, że w średniowieczu w Braszowie przeważała ludność saska, mieszkająca w obrębie murów miejskich, to silna mniejszość rumuńska dążyła do zjednoczenia z resztą ziem zamieszkiwanych przez autochtoniczną ludność. Dzielnica Schei, znajdująca się poza właściwymi murami, w całości zamieszkana była przez Rumunów. To tu, w okolicach małego rynku (Piata Unirii) znajduje się Cerkiew św. Mikołaja (Biserica Sf. Nicolae) i najstarsza rumuńska szkoła założona w 1459 roku.

 Cerkiew św. Mikołaja
 

 Chociaż dzielnica Schei jest z pewnością mniej atrakcyjna wizualnie i nie oferuje turystom tyle atrakcji, co Piata Sfatului, to warto zajrzeć na ten malowniczy ryneczek. Cisza, spokój, kameralna atmosfera – po całodziennym zwiedzaniu na pewno docenicie klimat tego miejsca.

Kapliczka na Piatra Unirii

 

Właśnie tu znajduje się godzien polecenia hostel, w którym warto zatrzymać się w trakcie wizyty w Braszowie – Old City (za 4-osobowy pokój z łazienką zapłaciliśmy 44 lei za dobę). Tuż obok jest godzien polecenia lokal gastronomiczny  – Casa Romaneasca, w którym skosztujecie specjałów lokalnej kuchni: gołąbków (sarmale), tochitury, selekcji zup (ciorba) i wszechobecnej w Rumunii mamałygi, którą podaje się praktycznie do wszystkiego.  Uwaga na obsługę lokalu! Jest bardzo miła i profesjonalna (aż za bardzo!), nawet nie będziecie wiedzieć, kiedy zamówicie kieliszeczek lokalnej cujki(palinki), która nie tylko przepali wam gardło, ale i portfele. Napiwki same wyskakują z kieszeni 😉

Po zwiedzeniu braszowskiej starówki koniecznie trzeba spojrzeć na miasto z góry. Ze wzgórza Tampa (955 m n.p.m.), na które można dostać się znakowanym szlakiem turystycznym lub kolejką linową (15 lei w obie strony), rozciąga się panoramiczny widok na całe miasto i okoliczne góry: Piatra Craiului oraz Bucegi.

 Widok ze wzgórza Tampa
Braszów to nie tylko dogodny punkt wypadowy w pobliskie góry, to także idealne miejsce do zwiedzania okolicznych zabytków. Stąd tylko kilka dziur w rumuńskiej drodze od warownego kościoła w Harman, fortyfikowanej świątyni w Prejmer  i Feldioarze, Jaskini Valea Cetatii, ekskluzywnego kurortu narciarskiego Poiana Brasov czy cytadeli Rasnov (ze względu na brak czasu zwiedziliśmy, tylko ten ostatni zabytek).

Po raz pierwszy na kartach historii twierdza Rasnov pojawia się w 1335 roku, choć pierwsze umocnienia stawiali w tym miejscu najprawdopodobniej Krzyżacy, a jeszcze wcześniej znajdował się tu obóz rzymski. Po odejściu rycerzy zakonnych cytadela została zasiedlona przez mieszkańców pobliskich gmin saskich. Twierdza stała się naturalnym miejscem obrony przed najazdami tureckimi. Strategiczne położenie z widokiem na okoliczne góry sprawiło, że pozostała niezdobyta aż do roku 1612.

Wewnątrz kilku ciągów murów dostosowanych do ukształtowania terenu znajdowały się domy mieszkalne, kościół, plebania i pomieszczenia gospodarcze. Wodę pozyskiwano z głębokiej na 146 metrów studni. Dziś w budynkach znajduje się niewielkie muzeum i liczne kramy z pamiątkami.

 

Koszt zwiedzania twierdzy jest bardzo niski i wynosi 10 lei. Naprawdę warto odwiedzić to miejsce, by poczuć klimat średniowiecznej twierdzy. Na mnie osobiście Rasnov wywarł o wiele większe wrażenie, niż przereklamowany i zatłoczony zamek Bran. Nie dajcie się tylko nabrać na przejazd wagonikami ciągniętymi przez traktor na wzgórze. Dojście do twierdzy nie zajmie wam więcej niż pięć minut.

 SYBIN (Hermanstadt) 

Gdybym miał wymienić jedno miasto w Transylwanii, do którego z pewnością jeszcze kiedyś wrócę, to zdecydowanie byłby to Sybin. 170 tysięczne miasteczko, które zauroczyło mnie nie tylko średniowieczną starówką i zabytkami, ale również klimatem, o jaki trudno w innych miastach. Nie wiem, może to kwestia rozprężenia, w jakim znaleźliśmy się po prawie dwóch tygodniach podróży, endorfin buzujących wówczas w organizmie, ale ciepły, wakacyjny wieczór, podczas którego sączyliśmy trunki na sybińskim rynku zaliczam do najlepszych podczas całego wypadu.

 

To miasto jest po prostu (nie przesadzam), magiczne! Dwa, przepięknie odrestaurowane rynki – Piata Mare i Piata Mica (plus trzeci sporych rozmiarów plac – Piata Huet), zachowane mury miejskie, średniowieczne kamienice, piękny Ratusz, pierwszy w Rumunii żelazny most, zwany Mostem Kłamców – Podul Miniciunilor (legenda głosi, że jeśli przejdzie po nim kłamca, to most runie. Nicolae Ceausescu często igrał z losem, bo właśnie stąd wygłaszał przemówienia do mieszkańców…), świątynie katolickie, prawosławne i ewangelickie… A gdyby tego było mało ciekawe muzea, dziesiątki lokali gastronomicznych, muzyka na żywo, przepiękne dziewczyny, setki roześmianych twarzy i bliski dostęp do gór (Sybin to idealna baza wypadowa w pobliskie Fogarasze, ale również idealne miejsce na postój w drodze do szczytów Retezatu  czy Parang ) Ja się zakochałem. Już dawno żadne miasto nie wywarło na mnie takiego wrażenia. Hostelik albo herbaciarnia w takim miejscu to byłoby coś… ech…
 Most Kłamców

(by Rav)
 Piata Mare
 
  
 Oczy miasta, czli sybinskie okiennice
 Ewangelicki Kościół Parafialny
 System umocnień miejskich
 Prawosławna Katedra Trójcy Świętej
  
W 2007 roku Sybin został wybrany Europejską Stolicą Kultury. W nowy wizerunek miasto zainwestowało 100.000 euro. To widać!
 Nocne zdjęcia rynku  (by Rav)
 
Dracul tu był…
W mieście jest sporo miejsc noclegowych, ale zdecydowanie polecam 4 osobowy apartament Dragoner (rezerwacji możecie dokonać przez portal Booking.com), w którym mieliśmy przyjemność się zatrzymać. Z zewnątrz mieszkanko nie prezentuje się atrakcyjnie, ale w środku warunki są naprawdę pierwsza klasa. Dobrze wyposażona kuchnia, elegancka łazienka, dostęp do wi-fi, adekwatna do standardu cena (50 lei od osoby), położenie w bliskim zasięgu rynku, lecz w cichej znajdującej się na uboczu kamienicy i do tego przesympatyczny, władający angielskim gospodarz (Florian), który pomoże wam w razie jakichkolwiek problemów. Śmiem twierdzić, że była to najlepsza lokalizacja w trakcie całej podróży. 

BRAN 

Na koniec jeszcze kilka słów o miejscu, od którego zaczął się ten post. Co tu dużo pisać. Zamek jest całkiem ciekawy. Niewielki, lecz bardzo klimatyczny. Krużganki, wieżyczki, kamienne sklepienia i stylizowane wnętrza. I tyle… Większe wrażenie wywarły na mnie zamki na Słowacji (chociażby Orawski Podzamok czy Spiski Hrad) albo wspomniany wcześniej Rasnov.

Do tego niekończące się tłumy ludzi… Naprawdę ciężko znieść duchotę, jaka panuje w środku. Gdyby chociaż cena była sensowna…25 lei za przyjemność obcierania się o turystów w ciasnych korytarzach, zdecydowanie mija się z celem. A najlepsze, że Wlad „Drakul” w tym zamku nigdy nie mieszkał… Bran to pusta wydmuszka. Marketingowy majstersztyk. Zamiast tracić czas na chodzenie po kramach i wystawanie w niekończącej się kolejce po bilety, lepiej poznać prawdziwe oblicze Transylwanii. A te można znaleźć tylko w górach…

PS.
Prawdziwa siedziba miłośnika palowania Turków, znajdowała się najprawdopodobniej w Poienari, w pobliżu Trasy Transfogarskiej. Ruiny zamku można odwiedzać do dziś.
Zdecydowanie wart zobaczenia jest również zamek w Hunedoarze, leżącej na zachód od Sybinu. Twierdza uważana za najpiękniejszą w całej Rumunii była siedzibą Jana Hunyadyego i jego syna Macieja Korwina. Niestety z braku czasu, nie udało nam się tego miejsca odwiedzić. Może następnym razem…

Wcześniejsze wpisy
 Rumunia (Transylwania) cz. 1
Rumunia (Transylwania) cz. 2

Czytaj dalej:
Rumunia (Transylwania): Piatra Craiului (cz.1)

Be first to comment