Góry Choczańskie

KIEDY: 1-2.09.2012
GDZIE: Valaska Dubova – Góry Choczańskie

Nie wiem ile na Słowacji jest knajp, które noszą imię Janosika. Zakładam, że sporo. Ale tylko jedna z nich może pochwalić się, że właśnie w niej złapano najbardziej znanego zbójnika na południe od Sherwood. Ta knajpa to, jakżeby inaczej, „Janosikova Krcma”. Znajduje się w niewielkiej miejscowości Valaska Dubova w Górach Choczańskich. Według legendy to właśnie tutaj w 1713 roku zakończyła się „kariera” najbardziej znanego karpackiego zbójnika, o czym przypomina napis znajdujący się na fasadzie budynku. I chociaż w rzeczywistości Juraj Janosik został złapany w Liptovskim Mikulaszu, to siła legendy przyciąga w to miejsce wielu turystów.

 

TRASA NR. 1 – WIELKI CHOCZ
Valaska Dubova – Stredna Polana – Wielki Chocz (szlak niebieski i czerwony)
Czas: 4,5 h
Niezaprzeczalną zaletą karczmy jest doskonała kuchnia oferująca lokalne, słowackie specjały oraz idealne położenie. Lokal znajduje się bowiem u podstawy najbardziej atrakcyjnego i jednocześnie najwyższego szczytu Gór ChoczańskichWielkiego Chocza (1608m n.p.m). Pochylony wierzchołek tej góry dumnie wznosi się nad lasem i dominuje nad całą okolicą.

I chociaż samo pasmo nie jest może tak atrakcyjne jak sąsiadnie Tatry czy Fatra, to warto zatrzymać się tu w drodze ze wspominanych regionów lub po prostu przyjechać na weekend. Zaletą Choczańskich Wierchów jest bowiem ich lokalizacja.  Zajmują obszar pomiędzy Dolnym Kubinem a Rużomberkiem i Kralovanami a Kvacanami. Z każdej strony sąsiadują z innym łańcuchem górskim: od południa z Wielką Fatrą i Tatrami Niżnymi, od wschodu z Tatrami Zapadnymi, od północy z Oravską Magurą i od zachodu z Małą Fatrą. Widok z Wielkiego Chocza należy więc do jednych z najładniejszych w całej Słowacji.

Szlak niebieski, który prowadzi pod Chocz znajduje się kilkadziesiąt metrów od karczmy. Wystarczy minąć kościół i w niedługim czasie pojawią się pierwsze oznakowania. Trasa nie powinna zająć  więcej niż 4,5 godziny. Szlak nie jest trudny technicznie, lecz dosyć wyczerpujący. Do pokonania mamy  ponad 900 metrów przewyższenia, co sprawia, że przez większość drogi mozolnie pniemy się w górę.

Po przejściu pierwszego odcinka, znajdującego się na otwartej przestrzeni dochodzimy do lasu i wysokiego na kilkadziesiąt metrów osuwiska, które jest zboczem góry Soliska (1107 m n.p.m.). W tym miejscu zaczyna się właściwa wspinaczka. Przez następną godziną powoli i uporczywie podchodzimy pod okolice szczytu Kycera (1310 m n.p.m.), w którego sąsiedztwie znajduje się rozległa Polana Stredna. Pomiędzy drzewami przebijają się pierwsze wierzchołki tatrzańskich szczytów, niknące w chmurkach. Mamy szczęście, że cokolwiek widać, dzień wcześniej dosyć obficie padało, a niebo zasnute było chmurami. Musieliśmy zmienić trasę i odwiedzić okoliczne wąwozy. Niedzielny poranek oferuje jednak piękne widoki. Panorama z Wielkiego Chocza, który dominuje przed nami, wydaje się całkiem realna.

W drodze na Wielki Chocz

Na polanie szlak niebieski odbija w prawo, dojdziecie nim do skrzyżowania ze szlakiem czerwonym, który prowadzi na Przedni Chocz i ruiny zamku Likavka. To dobry plan na powrót. Chociaż trzeba mieć na względzie, że trasa wydłuży się wówczas o jakieś 2 -2,5 godziny, a ponadto trzeba będzie podjechać lub przejść około 4 kilometrów do Valaski Dubovej. My ze względu na brak czasu ostatecznie zrezygnowaliśmy z tego planu i wracaliśmy tą samą trasą.

Polna Stredna…
 
i widoki na okoliczne góry…
Ze wspomnianej polanki na Wielki Chocz jest jeszcze około 50 minut drogi. Trzeba wybrać szlak zielony. Droga znowu skręca w las i po kilkuset metrach zaczyna piąć się po zachodnim zboczu najwyższej góry w tym regionie. Z każdą chwilą widoki stają się coraz bardziej malownicze. Kulminację osiągają na rozległym, wypłaszczonym szczycie, który ozdabiają liczne skałki wapienne.  Wszędzie dookoła góry! Przejrzystość powietrza nie pozwala cieszyć się wyraźnymi widokami, jednak mgliste obłoczki, które tulą się do szczytów tworzą niesamowity klimat. Może nie jest to inwersja, ale wrażenie i tak jest niepowtarzalne. Wszystkie najważniejsze pasma Słowacji w zasięgu wzroku!

Jeśli macie lornetkę, to koniecznie weźcie ją ze sobą na trasę. Można zrobić sobie mały test ze znajomości nie tylko słowackich ale i polskich gór. Z Chocza widać bowiem także Babią Górę i Pilsko. Pełny  zakres panoramki, można sprawdzić na metalowej płytce z naniesionymi nazwami okolicznych szczytów i odległością, jaka dzieli je od Wielkiego Chocza. Wizytę na najwyższej górze Choczańkich Wierchów warto zakończyć wpisem do pamiątkowego zeszytu przeznaczonego dla turystów. Kolejna góra ze słowackiej korony zdobyta!

 Po wejściu na szczyt należy się chwila odpoczynku…
Wspomniana „busolka” z opisem szczytów




TRASA nr. 2 – PROSIECKA DOLINA – KVACAŃSKA DOLINA

Prosiek – Svorad – Velke Borove – Oblazy – Kvacany (szlak niebieski i czerwony)
Czas: 4 h

Oprócz rozległych panoram Choczańskie Wierchy mają do zaoferowania coś jeszcze. Malownicze doliny Kwaczańska i Prosiecka to jedne z najbardziej reprezentatywnych tego typu form krasowych w Karpatach Zachodnich. Można je przejść podczas jednego dnia. My, ze względu na pogodę, wyszliśmy w góry dopiero w okolicach 13-tej a udało nam się zobaczyć obie. Jeśli dysponujecie dwoma niezależnymi środkami transportu to jeden z samochodów najlepiej zostawić w miejscowości Prosiek, gdzie znajduje się wejście na  szlak niebieski prowadzący dnem doliny Prosieckiej, a drugi samochód w Kvacanach, gdzie szlakiem czerwonym biegnie trasa przez dolinę o tej samej nazwie. Parking kosztuje 2 Euro. Z Valaski Dubovej do ujścia doliny Prosieckiej dojedziecie w niecałe 40 minut.

Szlak przypomina trasy na Słowackim Raju lub słynne Diery na Małej Fatrze. Na początku trasy witają nas pionowe ściany tzw. Wrota, które otwierają wejście do długiej na 4 kilometry doliny. Trasa biegnie początkowo dnem potoku (w czasie deszczu bardzo ślisko!), by w połowie drogi osiągnąć rozległą polankę – Polhora. Otaczają ją liczne formy turniowe o wszystko mówiących nazwach: Sowa, Niedźwiedź, Janosik, Wielbłąd.

Po wejściu w las dochodzimy do najbardziej atrakcyjnego fragmentu tej trasy. Dolina Czerwone Piaski, to malownicze miejsce otoczone przez wysokie, pionowe ściany. Znajduje się tu wysoki na ponad 15 metrów wodospad. Trasę uatrakcyjniają liczne drabinki i kładki, ułatwiające przejścia między bardziej mokrymi fragmentami. Trzeba uważać na każdy stawiany krok, ponieważ nie trudno tu o potknięcie.

Po pokonaniu tego malowniczego odcinka, dochodzimy do sielankowej łąki – Svorad, na której można  kontynuować wędrówkę szlakiem niebieskim lub wydłużyć ją wybierając szlak zielony. Obie drogi prowadzą  do ujścia Doliny Kvaczanskiej. Szlak zielony ma bardziej górski charakter, niebieski prowadzi przez wspomnianą polankę i jest wręcz wypoczynkowy. Po wcześniejszym, technicznym podejściu, nie sposób się tu zmęczyć.

 Svorad
   

Na końcu szlaku dochodzimy do wioski Velke Borove, gdzie tuż przed skrętem w kierunku Doliny Kvaczanskiej można zatrzymać się na „jedno” w przydrożnej knajpce. Polecam raczej to w butelce…  „capovane” spowodowało (najprawdopodobniej), niekontrolowaną reakcję żołądków trojga z nas.

Panoramka Choczańskich we wspomnianej knajpce 

Dolina Kvaczańska, do której dochodzimy po kilkunastu minutach wędrówki jest dużo szersza od sąsiadki po drugiej stronie grzbietu. To sprawia, że wydaje się mniej dzika. Nie trzeba tu mierzyć się z drabinkami i przechodzić przez kamienne progi, więcej tu przestrzeni. Wędrówka jest dużo łatwiejsza i spokojnie nadaje się nawet na wycieczkę z małymi dziećmi. Trasa prowadzi udeptanym duktem, tuż przy ścianie wapieni. Po lewej stronie płynie szemrzący potok Kvacianka.

 Wejście do Doliny Kvaczanskiej
 
Jednym z najciekawszych fragmentów na szlaku jest Roztocki Wodospad. Skalny próg, z którego woda spada z wysokości 8 metrów. Drewnianą drabinką można dostać się na jego szczyt. Niestety podczas naszej wizyty poziom wody był na tyle niski, że wodospad po prostu wyparował…
 Wodospad Roztocki… w tym sezonie trochę suchy…
Oprócz dzikiej przyrody Dolina Kvacianska oferuje turystom również zabytki kultury materialnej. Znajdują się tu tzw. Oblazy, czyli drewniane młyny wodne z XIX wieku. Dawniej w tym miejscu mieszkały dwie rodziny młynarzy. Dziś znajduje się tu niewielkie muzeum, w którym można zapoznać się z historią młynów i zobaczyć, jak działa mechanizm mielący. Miejsce jest bardzo klimatyczne i warte odwiedzenia. Tym bardziej, że wstęp kosztuje co łaska. W niewielkim sklepiku można kupić ciekawe pamiątki, koszulki i obrazki. Czego autor nie omieszkał nie wykorzystać…
 „Sznurka” jest bardzo łasa na pieszczoty turystów…

 

 Gorzej z pozowaniem do zdjęć…
 
 Miałem nie lada problem…
 żeby złapać ją frontem…
 


ZOBACZ RÓWNIEŻ:

RECENZJA „JANOSIKOVEJ KARCZMY” (wkrótce)

Be first to comment