Beskid Sądecki: Jaworzyna Krynicka

KIEDY: 29.03.2012
GDZIE: Jaworzyna Krynicka – Beskid Sądecki

Kiedy przyjechaliśmy do Krynicy pogoda zapowiadała się prawdziwie wiosennie: słońce, 20 stopni, bezchmurne niebo. Nic tylko pakować plecak i ruszać w góry. Nie mogłem przeboleć, że pierwszego dnia udało nam się jedynie wejść na Górę Parkową, ulubiony punkt wędrówek emerytów i zdrojowiczów… Ale obietnica, to obietnica. Romantyczny wypad we dwoje ma swoje prawa. W Krynicy mieliśmy chodzić nie tylko po górach… Jednak drugi dzień miał należeć tylko do Beskidów.

Moja chęć do wyjścia w góry zmalała, kiedy rano wyjrzałem za okno. To, co wczoraj wydawało się wiosną, która niedługo miała zamienić się w upalne lato, przeobraziło się nagle w ostatnie podrygi zimy. Jednak decyzja zapadła. Idziemy, mimo pogody. Przeczekaliśmy pierwszy deszcz i ruszyliśmy w trasę.
Na szlak, jak to w Krynicy, nie mieliśmy daleko. Punktem wyjścia była dla nas „Willa pod Łosiem”. Akurat udało załapać się na martwy sezon, więc za bardzo przyzwoity apartament zapłaciliśmy naprawdę atrakcyjną cenę (wielkie łóżko z baldachimem, telewizor z platformą cyfrową, 999 kanałów do wyboru ;), lodówka, łazienka w pokoju – na palcach jednej ręki mogę policzyć wypady, kiedy nocowałem w takich warunkach). Z tego co zauważyłem na stronie pensjonatu, obniżki są dosyć często, więc jeśli szukacie odrobiny luksusu w rozsądnej cenie, to polecam tę miejscówkę. Warto.
Zaczynaliśmy od szlaku zielonego, który przebiega pod samymi drzwiami pensjonatu. Wystarczy podejść kawałek w górę ulicy Zielonej i już pniemy się górskim traktem w beskidzkim lesie. Trasa prowadzi bezpośrednio na Jaworzynę Krynicką (1114 m n.p.m.). Po około 2,5h powinniście osiągnąć szczyt. My, mimo obaw przed załamaniem pogody, wyznaczyliśmy sobie jednak bardziej ambitny plan. Na Przełęczy Krzyżowa odbiliśmy na szlak niebieski przez Bukowinki. Postanowiliśmy zrobić pętlę zahaczającą aż o Bacówkę nad Wierchomlą, a w drodze powrotnej zjechać do Krynicy kolejką gondolową. Nie przewidziałem tylko, że z powodu silnego wiatru wyciąg będzie tego dnia zamknięty…
Profil trasy
Początek trasy jest łagodny, przechodzi przez beskidzki las i po kilkunastu minutach doprowadzi was do rozległej polany z widokiem na Słotwiny. W zimę z pewnością napotkacie tu tłumy turystów, duża liczba wyciągów musi przyciągać amatorów narciarstwa. Tego dnia nie spotkaliśmy nikogo. Krzesełka kolejki rytmicznie poruszały się na wietrze. Po krótkiej sesji fotograficznej ruszyliśmy dalej, w kierunku wzgórza Przysłop.
Pierwsza z mijanych polan
 
Od tego momentu, praktycznie aż do znajdującej się tuż przed Bacówką nad Wierchomlą Polany Gwiaździstej, cały czas poruszamy się przez las. Choć droga nie obfituje może w piękne panoramy, to wcale nie należy do nudnych. Beskidzki las jest w tym miejscu bardzo malowniczy i szczególnie wyłaniając się spod śnieżnej pokrywy prezentuje się nad wyraz intrygująco. Nawet padający z każdą coraz mocniej śnieżny śrut nie odebrał nam przyjemności z wędrówki.
Beskidzki las
 
Po drodze do bacówki mijamy dwa niezbyt wybitne szczyty, które gdyby nie oznaczenia szlaków z pewnością umknęłyby naszej uwadze. Jest to kolejno Przysłop (935 m n.p.m.) i Runek (1082 m n.p.m.) W dawnych czasach w tym miejscu znajdowały się najprawdopodobniej łąki i pastwiska Łemków. Może to potwierdzać etymologia nazwy szczytu, który wywodzi się od wołoskiego słowa runcoznaczającego polanę po wypalonym lesie. Do 1934 roku, niedaleko szczytu funkcjonował schron turystyczny „Zochna”, który spłonął na skutek ognia zaprószonego przez robotników stawiających schronisko na Jaworzynie.
Polana Gwiaździsta
 
Po minięciu wspomnianej już Polany Gwiaździstej pozostał nam jeszcze krótki marsz przez las i wreszcie naszym oczom ukazuje się Polana nad Wierchomlą. Roztaczają się stąd piękne widoki na Pasmo Radziejowej, Góry Lubowelskie i Tatry. Przynajmniej wydaje mi się, że muszą być piękne… nie do końca mieliśmy okazję ich doświadczyć. Gdy tylko weszliśmy na otwartą przestrzeń polany, ktoś na Górze odkręcił kurek. Lunęło wszystkim, co zima miała jeszcze w zanadrzu. Załamanie pogody zmotywowało nas do szybszego zapoznania się z zawartością schroniskowego menu.
Wszystko co potrzebne w górach…
Bacówka nad Wierchomlą powstała w 1978r. Należy do Klubu Bacówkarzy i podobnie jak dwa inne schroniska z tego grona, które miałem okazję odwiedzić: Rycerzowa i Maciejowa, kompletnie mnie rozłożyła. Oczywiście w pozytywnym sensie. To właśnie ten typ schronisk lubię najbardziej. Niepowtarzalne miejsce, beskidzka architektura, selektywni turyści i ten trudny do uchwycenia klimat, który unosi się nad schroniskiem, niczym mgła nad szczytami. Zazdrość…
Schronisko jest tuż po remoncie i prezentuje się nad wyraz okazale
Tego dnia odwiedziliśmy te progi po raz pierwszy, ale wiem, że na pewno nie ostatni. O pełną recenzję się nie pokuszę, ponieważ nie nocowaliśmy w tym miejscu. Jednak już teraz ogromniasty plus. A nawet kilka. Za piękne, panoramiczne okno z widokiem na Tatry. Za sanitariaty, jakich nie spotkałem do tej pory na żadnym innym schronisku (bacówka jest świeżo po remoncie i widać to na każdym kroku). Za klimatyczne wnętrze, w którym oddycha się górami. Za Bernardyna, który leniwie kręci się po  schronisku. Za chwile, które pozwalają nabrać dystansu do życia w mieście. Za Festiwal Nalewek, który szczerzę wierzę, będę miał okazję odwiedzić w listopadzie 2012…
Domek fiński przy schronisku, można go wynająć tylko dla siebie… 
Niestety tym razem gonił nas czas. Rozgrzani grzańcem, wypoczęci nicnierobieniem, zebraliśmy się do drogi. Na szczęście trochę się przejaśniło i udało pstryknąć się chociaż kilka fotek.

Teraz na polanie znajdują się tylko zabudowania schroniska, jednak przed wojną w tym miejscu stało około 30 łemkowskich chat, tzw. chyż. Pierwotni mieszkańcy zostali wysiedleni w 1947 roku podczas akcji Wisła. Szkoda… Wielka szkoda. Wyobrażam sobie, że klimat musiał być zbliżony do tego, jaki stara się przywrócić swojej chacie właściciel bloga, którego ostatnio udało mi się namierzyć: Chata nad Wisłokiem.

Widoczki spod schroniska
Na drogę powrotną wybraliśmy ścieżkę przyrodniczą prowadzącą przez rezerwat Żebracze. Znajduje się on na południowo-zachodnich stokach Wielkiej Bukowej (1104 m n.p.m.) i został ustanowiony w celu ochrony niepowtarzalnych walorów przyrodniczych tej części Jaworzyny. Rośnie tu oryginalna buczyna karpacka z wiekowymi drzewami liczącymi nawet po 150 lat. Warto nadłożyć drogi i zobaczyć jak wyglądały kiedyś beskidzkie lasy. Tutejsza przyroda wywiera niezapomniane wrażenie.
Kiedy wreszcie dotarliśmy z powrotem na szlak czerwony prowadzący bezpośrednio na Jaworzynę Krynicką zaczęło robić się późno. Do tego pogoda kolejny raz pokazała swoje gorsze oblicze. Gdy okazało się, że tego dnia kolejka gondolowa nie działa ze względu na silny wiatr, sytuacja zrobiła się odrobinę nieprzyjemna. Czekały nas dodatkowe dwie godziny wędrówki.
Schronisko na Jaworzynie Krynickiej
 
Muzeum PTTK na Jaworzynie
Szybko minęliśmy zamknięte na cztery spusty schronisko na Jaworzynie Krynickiej i zaczęliśmy schodzić w dół stoku asfaltową drogą. To wydawała się najlepsza opcja. Wydawała… Kiedy szlak nagle znikł gdzieś między drzewami, pozostało nam jedynie zejście stokiem narciarskim. Nawet nie tyle zejście, co zjazd. Dziwnym trafem byliśmy jedynymi narciarzami korzystającymi tego dnia z uroków zimy.

Do domu dotarliśmy tuż przed zmrokiem. Zmoczeni, zmęczeni, zadowoleni. Dzień należał naprawdę do udanych. Nawet fakt, że następnego dnia spadła ilość śniegu jakiej nie widziałem przez całą zimę nie pokrzyżowała nam planów. I tak byłem na tyle zmęczony, że miałem ochotę wyłącznie na kurowanie się lokalnymi specjałami…

Be first to comment