Gorce: Schronisko Stare Wierchy

KIEDY: 02/03.06. 2012
GDZIE: Gorce – Schronisko Stare Wierchy
WYSOKOŚĆ: 980 m n.p.m.
Gorce to góry, w których ciekawe są tylko widoki na Tatry. Ten frazes słyszałem już kilka razy. Po raz drugi odwiedziłem te okolice i znowu nie trafiłem na pogodę, która pozwoliłaby mi się o tym przekonać. Tatry były, faktycznie. Ale za chmurami. Nie na tyle wyraźne, żeby urzekły panoramami. Urzekły za to same Gorce. Łagodne, zieleniące się, sielankowe. W sam raz na weekendowy chillout, między bardziej wymagającymi wypadami.
Ze względu na masowy charakter z listy potencjalnych noclegów od razu odpadło schronisko pod Turbaczem. Łatwy dostęp z parkingu i pozytywne recenzje w Internecie zwróciły moją uwagę na Stare Wierchy oraz Schronisko na Maciejowej. Bliska odległość do najwyższego szczytu Gorców oraz pozytywna opinia w magazynie NPM zdecydowały o wyborze opcji numer jeden. I chociaż weekend należał do tych, na który z chęcią zamieniłbym swój tradycyjny tydzień, to samo schronisko nie zachwyciło.
 Okolice wsi Olszówki…
…obfitują w atrakcyjne widoki…
 … i ciekawe nazwy przysiółków
Najłatwiej dotrzeć tu szlakiem żółtym z Olszówki Jasionów. Droga nie zajmie Wam więcej niż godzinkę. Podejście jest łagodne i prowadzi głównie przez las. Pierwsze widoki otwierają się dopiero po wejściu na rozległą polanę, na której umiejscowiono schronisko. Budynek jest niewielki, ale z zewnątrz prezentuje się dosyć nowocześnie. Niestety w środku nie jest już tak kolorowo.
 
Schronisko PTTK Stare Wierchy im. Czesława Trybowskiego
Pokoje są bardzo ciasne i wyposażone wyłącznie w podstawową infrastrukturę: łóżka, krzesła i wiadra, udające kosze na śmieci. Ściany pokrywają setki mądrości życiowych pozostawionych przez elokwentnych turystów. Prycze są dosyć twarde i niewygodne (ja zasypiam w każdych warunkach, ale osoby lubiące większy komfort mogą narzekać na brak wygód). Jest za to dosyć czysto.
 Patron schroniska…
 
 Szanowna małżonka patrona…
 
 Wdzianko, któremu nie mogłem się oprzeć…

 Wycinek z księgi pamiątkowej…

Niestety sanitariaty nie zasługują na słowa pochwały. Zero mydła, niedokręcone klamki, zimna woda w kranie, brak papierowych ręczników, w które można wytrzeć dłonie… Rozumiem, że schronisko górskie rządzi się własnym prawami, ale pewne elementy wyposażenia to niezbędne minimum. Do tego wszystkiego toalety umiejscowione są zaraz przy wejściu do schroniska, co powoduje, że przy większej liczbie turystów nie można liczyć na spokój podczas załatwiania potrzeb fizjologicznych.
Jeśli chodzi o strawę, to najwłaściwszym określeniem będzie chyba sformułowanie „jest”. Posiłki są bowiem stosunkowo drogie i z tego co widziałem/jadłem/wąchałem nie zasługują na specjalne słowa pochwały. Zjeść, zjecie, ale na tym kończą się zalety tutejszej kuchni. 15 złotych za dwa suche placki ziemniaczane, to zdecydowanie za dużo. Smażona kiełbasa była całkiem dobra, porcja słuszna, lecz za 13 złotych można w niektórych miejscach zjeść całkiem sensowny obiad. Piwo w cenach umiarkowanych. Flaszka czegoś mocniejszego to wydatek rzędu 40 złotych, a więc 100% przebicia.
Dla porównania ceny posiłków w Schronisku pod Turbaczem były niewiele wyższe, za to ich smakowitość była bez wątpienia lepsza. Fasolka po bretońsku, czosnkula, kwaśnica, ciasto jagodowe – wszystko co wylądowało na naszych talerzach zasługiwało na pochwałę. A ponieważ ostatniego dnia stołowaliśmy się również na Maciejowej, to muszę stwierdzić, że kuchnia a’la Stare Wierchy zajmuje ostatnie miejsce w gorczańskim menu.
 Leżakowanie na Turbaczu

 

  
Chciałbym chociaż pochwalić obsługę, ale oprócz urody gospodyni, niczym specjalnym mnie nie zaskoczyła. Mam wręcz wrażenie, że turyści są tu traktowani jako zło konieczne, z którym trzeba sobie jakoś radzić. No bo przecież przeszkadzają w porannym śniadaniu, domagają się kluczy do pokoju przed 13-tą… No szarańcza jakaś! Rozumiem, że Stare Wierchy to schronisko łącznikowe między Turbaczem a Maciejową, codziennie przewijają się tu tłumy nieznajomych twarzy, ale dla tych, którzy zatrzymują się na nocleg , przydałaby się odrobina uwagi.
Nie wiem jak z klimatem przy pełnej obsadzie schroniska. My trafiliśmy akurat na weekend, kiedy oprócz nas nocowali tu tylko gospodarze. Miejsca było więc sporo i nikt nie przeszkadzał nam w wieczornej integracji. A ponieważ miejsce na ognisko umiejscowione jest kilkanaście metrów od budynku, to faktycznie można się zasiedzieć i miło spędzić czas nie przeszkadzając gospodarzom.
 Okolice Turbacza: Szałasowy ołtarz
 
 Niejaki Karol Wojtyła, odprawił tu swoją pierwszą mszę…
 
Umiejscowienie schroniska na głównym szlaku beskidzkim to z pewnością zaleta Starych Wierchów. W niecałe trzy godziny możecie zdobyć Turbacz, a po godzinie drogi odwiedzić Maciejową. Jeśli chcecie leniwie spędzić weekend, trochę wałęsając się po górach, trochę leżakując, to miejscówka jest ok. Turbacz jest jednak zdecydowanie bardziej oblegany (zresztą ze względu na łatwy dostęp to ogólna wada Gorców). Jednak jeśli następnym razem będę szukał naprawdę klimatycznego miejsca w tym regionie, to raczej wybiorę Schronisko na Maciejowej. Przy powierzchownym poznaniu obsługa, menu i klimatyczny budynek zdecydowanie zachęcają do ponownego odwiedzenia tego miejsca. No, ale przecież ta recenzja miała być o Starych Wierchach…
 W drodze na Maciejową…
 Okolice Schroniska na Maciejowej
Podsumowując. Stare Wierchy zasługują u mnie na następującą punktację:
JEDZENIE: 3
INFRASTRUKTURA: 3
SZLAKI: 3.75
OBSŁUGA:3.75
KLIMAT: 4
OCENA: 3.75

Be first to comment