Paulina Wilk : Lalki w ogniu. Opowieści z Indii

Masowa turystyka dokonała gwałtu na podróżach. W czasach wycieczek last minute i klimatyzowanych hoteli stawianych na gruzach slumsów, nic nie jest niewinne i czyste. Egzotyka ma tyle wspólnego z tajemnicą, co telewizja publiczna z misją. Egipt, Tajlandia, Wietnam, Chiny… Wiele miejsc utraciło urok nieznanego, rozkładając nogi przed żądnymi wrażeń turystami. Plaża, łatwy seks i drinki bez limitu, to nowe pokusy, które przyciągają współczesnych amatorów podróży. Dziś każdy może pojechać w wymarzone miejsca i pstryknąć sobie fotkę na tle znanych zabytków. Zaliczone. Odhaczone. Nawet było fajnie. Tylko te upały, no i jedzenie. Wyobraź sobie, że w menu nie było schabowych. Łatwo wybrać stronę z kolorowego katalogu i kupić wycieczkę. Trudniej poświęcić chwilę, żeby poznać kontekst i historię odwiedzanego miejsca. Po co ruszać się z hotelu, skoro pod ręką jest wszystko, co potrzebne. A miasto? Zabytki? Kultura? Ludzie? Przyroda? Phi. A bo to Polska brzydsza? U nas takie ruiny są w co drugim mieście. W zasadzie to przy każdej starówce. Kultura? Jaka kultura? Przecież oni jedzą palcami. No i ta plaża. Czy ona musi być taka kamienista?
Na szczęście ten gatunek turysty to endemit. Występuje tylko w chronionym obszarze hotelowym, tak daleko jak sięga opieka rezydenta. W każdym kraju są regiony i miejsca, których tak zwana masara, czyli turysta siadający na katalogowym g…., nie tknie. Tam dotrą tylko najwytrwalsi, szczerze zainteresowani odwiedzanym regionem. Ciekawi świata w dawnym znaczeniu tego słowa. Żądni poznania a nie pustych emocji. Osoby, które nad zaliczenie, przekładają długotrwały związek. Nie turyści, lecz reportażyści.
I właśnie taka jest Paulina Wilk. Była dziennikarka Rzeczpospolitej, felietonistka, recenzentka, wielbicielka Indii i znawczyni przemian kulturowych Azji. Jakiś czas temu nakładem wydawnictwa Carta Blanca, w serii Bieguny, ukazała się jej debiutancka książka „Lalki w ogniu. Opowieści z Indii”, która opisuje codzienne życie w tym kraju.
W książce niewiele jest o podróżach. W zasadzie nic. Nie ma rad co zwiedzić, jak się przemieszczać, co jeść, gdzie spać. I całe szczęście! Od tego są przewodniki. Tu bohaterem jest kraj i jego mieszkańcy. Autor jest tylko przekaźnikiem. Obserwatorem z tylnego siedzenia. W przeciwieństwie do książek podróżniczych celebrytów w typie Pałkiewicza czy Cejrowskiego, brak tu przechwalania, wyciągania na wierzch prywatnych przeżyć i emocji. Wilk nie włazi między wiersze, nie odciąga uwagi od głównego tematu, stawiając na piedestał swoją osobę. Podmiotem lirycznym są tu Indie. Tylko i wyłącznie.
Ten kraj to prawdziwe uniwersum kontrastów. Perła w Koronie nieistniejącego Imperium. Lada dzień – a może właśnie w tej chwili, któż to wie? – najbardziej ludne państwo świata. Moloch na glinianych nogach. Subkontynent, który po zderzeniu z Azją wypiętrzył największe góry globu. Jedna z najstarszych cywilizacji. Kraj setek języków, tysięcy bóstw i olbrzymich przestrzeni, gdzie kontrast goni kontrast: bieda i bogactwo, śmierć i życie, piękno i brzydota. Nic tu nie jest jednolite. Nie ma mono, nie ma stereo. Jest tylko polifonia. Każdy region, każde miejsce, każdy człowiek nuci tu własną melodię. Czy można taki kraj w ogóle opisać? Czy da się go opisać? Wątpię. Czy można i warto próbować? Tak! Pod warunkiem, że robi się to tak jak Paulina Wilk. Bez napinania, bez pompy. Z szacunkiem, ale bez zanudzania i wazeliny.
Jeśli przyrównać Indie do kosmosu, to ta książka jest jak bilet na orbitę, z której możemy przyjrzeć mu się z bliska. Widać, że autorka zna ten kraj, bywała tam nie raz. Zanurzyła się w tej kulturze po same uszy i naprawdę dąży do poznania jej prawdziwej natury. To nie jest pobieżna turystyka. Autorka wcale nie zachęca do podróży, nie maluje pejzaży jak z katalogu turystycznego. Pisze prawdę, bez upiększania, filtrów i słownego photoshop’a. Robi to prostymi, dosadnymi zdaniami, których przekaz urzeka niczym wykwintna przystawka zestawiona z najlepszych składników. Na każdej stronie czai się zdanie, którenadaje lekturze wyjątkowego smaku. Sprawia, że przełykamy ślinkę w oczekiwaniu na kolejny rozdział. A menu, choć nie za długie, to skomponowane jest z idealnych potraw.
Każdy rozdział opowiada o innym problemie społecznym lub kulturowym. I nawet kiedy na pierwszy rzut oka temat może wydawać się nieciekawy, to już po kilku zdaniach tkwimy po uszy między literami układającymi się w interesującą opowieść. Rola kobiet w społeczeństwie, starsi panowie biorący za żonę dziewięciolatki, nędza kłująca w oczy, czas nieznający europejskich ograniczeń, bogactwo pławiące się w satysfakcji, zabobon kształtujący losy narodu, Harry Potter stojący na półce w sąsiedztwie Mein Kampf, wiara o obliczach tysięcy bogów, kolej przewożąca 11 milionów pasażerów dziennie, latryny, które niczym indyjskie tygrysy można liczyć na palcach jednej ręki… Różnorodność tematów odpowiada kontrastom, jakich doświadcza podróżnik odwiedzający Indie. I chociaż sam nie miałem okazji się z nimi zmierzyć, to jestem pewien, że ich przeżywanie cieszy nie mniej, niż lektura tej książki.
PS.
Za każdym razem, gdy mam do czynienia z autorem urodzonym w tym samym roku co ja, ogarnia mnie niemoc. Może trochę zazdrość… Kiedy oni to wszystko zrobili? Przeżyli? Skąd mieli czas? Pieniądze na podróże? A do tego taka lekkość pisania. Taka głębia poglądów. Ech… Dopiero potem zdaję sobie sprawę, że to kwestia podejścia. Doświadczeń. Przecież to ja przekimałem kilka porządnych lat. Przespałem sporo okazji, by otworzyć szerzej oczy. A wystarczyło zwlec się z wyra i wyjść domu.
Ciągle jeszcze można.AUTOR: Paulina Wilk
WYDAWNICTWO: Carta Blanca
ROK WYDANIA: 2011
LICZBA STRON: 259

Be first to comment