Liptovska Osada (cz.2): Tatry Niżne – Velka Chochula / Chabenec

Wielka Fatra (270)
Dzień 3
Korytnica kupele – Hiadelske sedlo – Prasiva – Velka Chochula – Sedlo pod Skalkou – Liptovska Lużna

 

 
Tatry Niżne to najdłuższe pasmo na Słowacji. Jednocześnie największy park narodowy tego kraju. Z Liptowskiej Osady w zasięgu pół godziny drogi samochodem znajduje się ich zachodnia część. Niższa, wprowadzająca w wysokogórski klimat dwutysięczników znajdujących się w sąsiedztwie Chopoka i Dumbiera. Mniej tu skałek i wymagających odcinków, dominują dostępne dla każdego połoniny. Pierwszym z większych szczytów, wyrastających nad wierzchołki Wielkiej Fatry, jest Velka Chochula (1753 m n.p.m.). Można ją zdobyć planując pętle z jednej z trzech miejscowości: Donovaly, Liptowska Lużna lub Korytnia-Kupele. My wybraliśmy tą ostatnią.

                                                               Trasa na Cykloserver.cz

Ta niewielka, żeby nie napisać mikroskopijna, zagubiona w lesie wioseczka, przynależy administracyjnie do Liptowskiej Osady. Walory zdrowotne wypływających tu źródeł były znane już w XVI wieku. Położenie na wysokości 850 m n.p.m czyni z Korytnicy najwyżej położone słowackie uzdrowisko. W 1873 roku pochodząca stąd woda mineralna zdobyła złoty medal na Wystawie Światowej w Wiedniu, a w 1904 srebrny medal w Saint Louis. Ponoć jakość wody w uzdrowisku porównywalna jest do tej z francuskiej Vichy, czeskich Karlovych Warów czy angielskiego Bath. Woda wypływająca ze źródła Wojciech jest najzimniejsza na Słowacji, ma zaledwie 5,4 ° Celsjusza. 



Niestety na tym kończą się ciekawostki na temat tego miejsca. Chociaż w zasadzie, jest jeszcze jedna. Dlaczego ta górska perełka, wygląda w tym momencie jak, przepraszam za porównanie, rozdeptane gówno na marmurach? Opuszczone budynki straszą pustymi okiennicami, przekrzywione tablice kierują w zarośnięte pole, a w uzdrowiskowych łazienkach woda kapie z zardzewiałych kranów. Uzdrowisko nadaje się co najwyżej do gry w paintball. Piękna architektura w tyrolskim stylu, idealne położenie w środku parku narodowego, mineralne źródła… Wydawałoby się, że uzdrowisko jest skazane na sukces. Skąd więc taki stan rzeczy? Nie prowadziłem dochodzenia, ale Gospodarka Centralnie Planowana wydaje się pierwszą podejrzaną. Następna w kolejce jest Drapieżna Prywatyzacja. Jeśli macie na zbyciu 3 miliony euro, to można inwestować. Spory kawałek uzdrowiska jest na sprzedaż

Do głównej grani Tatr zaprowadzi was szlak niebieski. Początek znajduje się przy stylowej kapliczce z 1859 roku. Chociaż do samej Chochuli jest prawie 900 metrów przewyższenia, to trasa nie należy do trudnych. Przez większość drogi prowadzi łagodnym zboczem, przecinając iglasty las. Nie sposób się zmęczyć. Podejście zaczyna się dopiero po wejściu na Hiadelskie Sedlo. Początkowo trasa trawersuje dosyć strome zbocze, by po pewnym czasie zamienić się w wąską ścieżkę prowadzącą między kosodrzewiną. Tuż przed samą Prasivą (1651 m n.p.m.) roślinność przerzedza się, pojawiają się pierwsze widoki. Zaczyna się najbardziej malownicza część trasy. Trudniej już nie będzie.

Mimo większych wysokości niż na Fatrze, śniegu było zdecydowanie mniej. Delektowanie się widokami zapewniał również stosunkowo słaby wiatr. Ta część Niżnych powinna spodobać się wszystkim miłośnikom Bieszczad. Góry powyżej linii lasu, wypisz, wypstrykaj, przypominają tamtejsze połoniny. I chociaż lasy nie rudzą się i nie złocą na jesień odcieniami brązów i czerwieni – są iglaste, to ponoć latem stoki czerwienią się dywanem jagód brusznicy.

Wierzchołek Velkej Chohuli nie wyróżnia się niczym specjalnym. Może poza tym, że jest idealnym miejscem do zrobienia sobie testu znajomości słowackich pasm górskich. Widać stąd obie Fatry, zachodnią grań Niżnych, Choczańskie Vrchy i Tatry. Popas na szczycie należał do całkiem przyjemnych, aż szkoda było schodzić. Tym bardziej, że żółty szlak prowadzący do Liptowskiej Lużnej, gdzie zostawiliśmy drugi samochód, nie należy do najprzyjemniejszych. Jest naprawdę stromo! Do tego początkowo trasa prowadzi korytem strumienia, po wielkich kamieniach. Jeśli schodząc usłyszycie marudzenie niewiadomego pochodzenia, to z dużym prawdopodobieństwem odzywają się wasze kolana. Uważać również trzeba na oznaczenia szlaku. W pewnym momencie niepostrzeżenie chowa się w pobliskim lesie. My odnaleźliśmy go dopiero pod sam koniec zejścia, już po wyjściu z lasu.
Dzień 4
Żelezne – Magurka – Sedlo Durkovej – Chabenec – Zamostska Hola – Magurka


Czwarty dzień w górach bywa kryzysowy. Odciski zaczynają uwierać, kolana strzykać niezadowoleniem, a w głowie rodzi się myśl o upolowaniu Bażanta i wyłożeniu się z trofeum w trawie. Ale szkoda było takiej pogody! Kolejny dzień i znowu żyleta! Grzechem byłoby niewykorzystać okazji. Część ekipy wybrała wersję chilloutową – wjazd na Chopok kolejką. Jednak ci bardziej zdeterminowani postanowili chociaż zbliżyć się do magicznych dwóch tysięcy. Chabenec mający na koncie 1955 metrów wydawał się opcją w sam raz.

Najlepszym miejscem do rozpoczęcia wspinaczki na ten szczyt jest Magurka, najwyżej położona osada na Słowacji (1050 m n.p.m.). Jej początki sięgają XIV wieku i wiążą się z eksploatacją złota. Dziś drogocennego kruszcu już się tu nie wydobywa, jednak atrakcyjna lokalizacja sprawia, że miejscowość ciągle przyciąga poszukiwaczy wyjątkowych doznań i do dziś błyszczy atrakcjami. Otoczona lasami, położona w kotlinie przy głównej grani Tatr, jest doskonałą lokalizacją do weekendowego wypoczynku. Duża liczba letniskowych chat o wysokim standardzie, świadczy o sporej popularności tego miejsca wśród bardziej majętnych Słowaków. Punktem, który koniecznie trzeba odwiedzić przed lub po wyruszeniu w góry (ewentualnie przed i po:) jest Górska Chata Magurka. Chociaż ceny nie należą do najtańszych to w takich okolicznościach przyrody, Kelt smakuje wyjątkowo chmielowo.

Z wioski prowadzą trzy szlaki. My wybraliśmy zielony, który wydawał się bardziej łagodny, schodziliśmy natomiast żółtym. Czas dojścia do szlaku czerwonego prowadzącego główną granią wynosi około dwóch godzin. Trasa wiedzie przez las, trawersując dosyć strome zbocze. Mniej więcej w 2/3 długości dochodzimy na boczny grzbiet gdzie odsłaniają się atrakcyjne widoki na okoliczne pasma i główną turnię Tatr. W przeciwieństwie do okolic Velkej Chochuli, pojawia się tu więcej skał i stromych ekspozycji, które szczególnie w okolicach Chabenca nabierają pseudo alpejskiego charakteru.

Turystów, podobnie zresztą jak i na innych trasach, spotyka się tu naprawdę rzadko. Natrafiliśmy tylko na wyjątkowo rześką parę czterdziestolatków, którzy zażywali wysokogórskiej miłości w kosodrzewinie. Uśmiech turystki, który wymieniliśmy później spotykając się na rozdrożu szlaków, utwierdził nas w przekonaniu, że związek został skonsumowany.

Po dojściu do Sedla pod Durkovą można kontynuować wędrówkę w stronę Chabenca i dalej, aż pod sam Chopok, lub zawrócić w kierunku zachodnim. Warto jednak nadłożyć drogi i zdobyć szczyt. Wędrówka po grani należy do bardzo przyjemnych, a widoki, jakie roztaczają się ze szczytu raczą wyjątkowo atrakcyjną panoramą. Szczególnie lodowcowe kotliny schodzące w dół stromymi ścianami pozwalają nabrać dystansu do przyrody.
Widok z Chabenca

Przed drogą powrotną można odpocząć w schronisku pod Durkovą.Chociaż wnosząc po zdjęciach znajdujących się na stronie, nie należy liczyć na luksusy. Z powodu rosnących z każdą chwilą chmur, darowaliśmy sobie tą przyjemność i ruszyliśmy w drogę powrotną. Szlak w dół, spod Zamostskej Holi, należy do całkiem przyjemnych. Mimo sporych poziomnic na mapie, prowadzi łagodnymi zakrętasami wzdłuż zbocza i nie jest męczący dla stawów. Po niecałej godzinie można się delektować kolejnym napojem gazowanym w górskiej chacie Magurka. Chociaż poza sezonem (a weekend majowy nie należy tu do obleganych) o bardziej wykwintne dania z karty może być ciężko. Braki w menu z pewnościią nadrobicie w Janosikovej Kolibie w Liptovskiej Osadzie.

Zobacz inne trasy z tego wypadu:
Vlkolinec (cz.3)
Salatin (cz.4)

Be first to comment