Przegibek zimą

Tydzień wcześniej ten obszar Beskidów był najbardziej zaśnieżonym miejscem w Polsce. Każde wydanie aktualności straszyło nieprzejezdnymi drogami, zasypanymi po dachy domami i pogodą, która nie pozwalała zejść turystom z gór. Na szczęście przyszła odwilż, przestało padać. Kiedy przejechaliśmy do Rycerki o skali opadów świadczyły olbrzymie zaspy śniegu zalegające na poboczach drogi i śniegowe koleiny testujące umiejętności kierowcy. Parking, na którym zostawiliśmy samochody, wydawał się miejscem, z którego bez problemu wyjedziemy nazajutrz. Jak się potem okazało rzeczywistość nie miała litości dla 55 koni mechanicznych mojego Renault Clio… Dopiero po pół godziny pracy saperką udało się ruszyć z miejsca.
Plan był prosty. Wchodzimy najkrótszą drogą – zielony szlak prowadzący z Ciapkowa, wprost na Schronisko PTTK Przegibek. Tak było do trzech pierwszych kroków. Póki nie zapadliśmy się po kolana w śniegu… Bez rakiet ani rusz. Trzeba było zweryfikować plany. Szybki look na mapę i pogawędka z miejscowym, pozwoliła zlokalizować skrót. Pan okazał się na tyle życzliwy, że postanowił nas podwieźć. A raczej nie tyle on, co koń zaprzęgnięty do wozu. Biedny zwierzak (pełen podziw!) przez pół kilometra ciągnął w trudnych warunkach furmankę, napakowaną 10 osobami i plecakami. Myślę, że spokojnie było to z 700 kg! Łysek z pokładu Idy, to przy nim niezłe chuchro.
Skrót zaczyna się kilkaset metrów za parkingiem, na końcu koloni Ciapków, tuż przy niewielkiej kapliczce. Zimą to z pewnością najlepsza droga prowadząca na schronisko. Śnieg jest udeptany ponieważ robotnicy zwożą tędy drewno ścinane w wyższych partiach gór. Mimo braku jakichkolwiek oznaczeń, nie sposób zabłądzić. Prosto pod górę, a potem na rozstajach dalej przed siebie. Wypatrujcie śladów skutera śnieżnego właściciela. Po pół godziny będziecie na Przegibku.

 

Budynek ukryty jest między choinkami w niewielkiej niecce na wzgórzu. Dookoła znajduje się kilka innych zabudowań. To schronisko w typowo beskidzkim klimacie. Aczkolwiek chyba obszerniejsze od bacówek na Rycerzowej czy Krawcowm Wierchu. Jego zielony dach już z daleka przyciąga wzrok. Widoki z pod samego schroniska może nie należą do powalających, ale wystarczy przejść się kilkadziesiąt metrów by nacieszyć się przestrzenią i górami.

Przegibek ma za to wiele innych zalet. Dla mnie największą jest czystość i porządek, jaki panuje w środku. Pokoje są naprawdę schludne i przytulne. Już na pierwszy rzut oka widać, że prowadzące schronisko Panie przywiązują dużą wagę do tego aspektu. W przeciwieństwie do niektórych schronisk górskich (kto był w Kremenarosie albo na Boraczej, wie o czym piszę ;), turysta naprawdę może poczuć się tu komfortowo i spokojnie zaplanować dłuższy pobyt. Budynek dysponuje 38 miejscami w  2-, 4-, 5-, 6- i 12- osobowych. pokojach. Do dyspozycji gości pozostaje bufet na parterze schroniska i przytulna salka z telewizorem na piętrze. Pokoje znajdują się zarówno na dole, jak i na piętrze. Podobnie jak toalety i prysznice (chociaż podczas naszego pobytu kąpiel można było wziąć tylko na piętrze, co powodowało niewielkie kolejki).
Jeśli chodzi o aspekty kulinarne, to nie ma się do czego przyczepić (no, może poza cenami, które lokują się gdzieś po środku stawki). Jedzenie jest smaczne, porcje słuszne. Już przy pierwszym kęsie wiadomo, że mamy do czynienia z prawdziwie domową kuchnią. W menu dominują tradycyjne potrawy „górskie” – żurek, kwaśnica, racuchy, pierogi, bigos i tym podobne specjały. Na śniadanie warto zamówić jajecznicę albo pieczoną kiełbaskę. Stawia na nogi. Znajdzie się też coś dla amatorów słodkości. Polecam pączkopodobne drożdżówki, domowe ciasto i czekoladę na gorąco. Jedynie barek nie spełnił do końca moich oczekiwań (ale to wyłącznie kwestia gustu). W schronisku rządzi lane Brackie i Porter. Niestety nie ma innych piw, ani wersji butelkowanych złocistego napoju. Grzaniec, recenzowany przez trzy inne osoby, zbierał pochlebne opinie.
Przegibek to dobry punkt wyjścia do pasma Wielkiej Raczy. Jest łatwo dostępny zarówno od strony Rycerki Górnej jak i Kolonii. Do schroniska prowadzą dwa szlaki: czarny i zielony. W zimę zaletą tego miejsca jest z pewnością dobrze przygotowana trasa zjazdowa. Przy schronisku działa niewielki orczyk. W trakcie naszej wizyty korzystała z niego… jedna osoba! Idealne miejsce do nauki narciarstwa z dala od zatłoczonych i głośnych stoków. Gdybym tylko miał narty pod ręką to z pewnością sam sprawdziłbym stan swoich kolan.
Gospodarze schroniska, to kolejna zaleta tego miejsca. Obsługa jest sympatyczna i otwarta na turystów. Widać, że prowadzenie schroniska, sprawia im prawdziwą przyjemność. Klimat to element, dla którego warto wracać w progi tego miejsca. Nasza ekipa miała okazję zakosztować go sprawdzając znajomość śląskiej gwary wśród trójki młodych Warszawiaków (szczególnie jedna z koleżanek wywarła niezatarte wrażenie na męskiej części wycieczki).
Każdy powód jest dobry, żeby wyrwać się z miasta, które zrzuca z siebie zimową pokrywę. Jednak weekendowy wypad w góry, należy do tych najbardziej uzasadnionych. Dopiero tam człowiek docenia piękno tej pory roku.
JEDZENIE: 4,5
INFRASTRUKTURA: 5
SZLAKI: 4,5
OBSŁUGA: 4,25
KLIMAT: 4,5
OCENA: 4,5

 

Be first to comment